środa, 23 listopada 2016

Podróże w Burkina

Postanowiłam nie zamieszczać w jednym wpisie wszystkich moich wrażeń z wyjazdu do Burkina Faso, ponieważ nie jestem w stanie aż tyle napisać za jednym razem, a myślę, że i Tobie drogi czytelniku ciężko czytałoby się taki długi wpis :) 
Może zacznę od rzeczy najbardziej oczywistej, a mianowicie od... przemieszczania się dostępnymi środkami transportu. 
Do stolicy Burkina dolecieliśmy samolotem (bardzo zwyczajnymi, dobrymi i tradycyjnymi liniami Air France). Pomimo godzinnego spóźnienia lot upłynął bardzo przyjemnie. Już po wyjściu z lotniska otoczył nas tłumek taksówkarzy, każdy chciał zaproponować swoje usługi. Dobrze, że jeden z uczestników wyprawy był już w Burkina i odbierał nas z lotniska. Ułatwiło to sprawę targowania się i wybierania odpowiedniej taksówki. Już po chwili siedzieliśmy w Mercedesie! *jeśli wyobrażasz sobie dobry samochód to muszę powiedzieć, że po bardzo mocnym zużyciu w Europie samochód ten trafił do Burkina i tam przeżywa swoje "drugie życie"!*
Coś mi się zdaje, że był to jeden z tych nieśmiertelnych samochodów, gdzie nic nie działa, ale mimo tego on jeździ i pewnie przez kolejne długie lata będzie służył jako doskonała taksówka!
W Wagadugu, stolicy Burkiny spędziliśmy tylko jedną noc i w południe jechaliśmy już do do Ouahigouya (około 190 km). Wyobraźcie sobie nasze zdziwienie - tę trasę przejechaliśmy autobusem, który nie dość, że był klimatyzowany (cud prawdziwy!!!) to jeszcze był wyposażony w dwa telewizory. Niestety... ponieważ od początku podróży do samego końca kierowca i jego pomocnicy nie oszczędzali naszego słuchu. Teledyski leciały głośno lub bardzo głośno, większość w języku moore oraz innych językach afrykańskich. Na szczęście w trakcie przejazdu włączono film, więc przez 1,5 godziny można było jakoś przeżyć. Do tego mieliśmy darmowy pokaz środków medycyny naturalnej o niezwykłym zastosowaniu (ach, ileż chorób takie rzeczy potrafią wyleczyć) oraz kosmetyków, ale o tym i innych dostępnych "cudnych specyfikach" napiszę osobno. 
Oczywiście, liczne kontrole wojskowo-policyjne zapewniały nam przystanki i wysiadanie z autobusu (by nie nudziło się nam za bardzo) i tym samym dawali wytchnienie naszym uszom). Droga bardzo dobra, bo aż do miasta jest asfaltowa, przejazd tego odcinka zajął nam więc niecałe 5 godzin. 
Przejazd z Ouahigouya do Pobe Mengao (ok. 100 km) następnego dnia (autobusy do Pobe nie jeżdżą często, dwa razy dziennie) był już zdecydowanie większym wyzwaniem. Tłok (wraz z ks. Grzegorzem Giemzą mieliśmy zaszczytne miejsce siedzące na podłodze z samego tyłu autobusu, jednak przy końcu podróży udało nam się zdobyć miejsca siedzące), częściowy brak okien, wszechobecny kurz i pył. Autobus rozpoczął podróż prawie z 3 godzinnym opóźnieniem, sama podróż potrwała około 3 godzin. Oczywiście znowu kontrole i wysiadanie. Nie potrafię policzyć ile razy podczas tego wyjazdu wyciągałam paszport i pokazywałam go (mimo tego w całości wrócił wraz ze mną do Europy). 
O dziwo, autobus pomimo strasznego stanu technicznego w trakcie naszej podróży nie zepsuł się.
Wyjazd z Ouahigouya do Pobe Mengao.
Fot.: L. Buchalik
Niestety takiego szczęścia nie mieliśmy w drodze powrotnej, kiedy to autobus zepsuł się dwa razy, podróż trwała 5 godzin, a do Ouahigouya autobus dojechał "ostatkiem sił". Pomimo tego i tak cieszyliśmy się, że dotarliśmy na miejsce ponieważ spędzenie nocy na trasie byłoby zdecydowanie kłopotliwe. 
W samym Pobe wszystko znajduje się w odległości krótszego lub dłuższego spaceru, jednak mieliśmy okazję skorzystać kilkakrotnie z możliwości przejechania się jednym z dwóch samochodów we wsi (drugi należy do króla - przedstawiciela władzy tradycyjnej). Jak na miejscowość, w której nie ma drogi i do której nie prowadzi żadna porządna droga, samochód jest, muszę przyznać, w dobrym stanie.
Zapomniałabym jeszcze o najważniejszym! Kilka razy nasze bagaże podróżowały na motorze z przyczepką, a my wraz z nimi :) 
Oczywiście na północy Burkina istnieje jeszcze wiele innych możliwości przemieszczania się czy transportowania towarów, często zadziwiających mnie mocno. Jeden ze zwyczajniejszych na zdjęciu poniżej. 
Powrót z pola. Fot.: L. Buchalik

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza